Jest w tej drużynie coraz więcej pewności, coraz więcej piłkarskiej jakości i coraz więcej powodów do uśmiechu. Łapiemy właściwy rytm, a kolejne spotkania tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że obrany kierunek jest słuszny. Tym razem na naszej drodze stanął ŁTS Łabędy i choć po przerwie rywale próbowali jeszcze odwrócić losy spotkania, nie daliśmy sobie odebrać kontroli nad wynikiem. Wygrywamy, notujemy trzecią ligową wygraną z rzędu i po raz kolejny pokazujemy, że potrafimy dyktować warunki!
Od pierwszych minut ruszyliśmy z konkretnym nastawieniem. Nie zamierzaliśmy czekać na rozwój wydarzeń, tylko sami chcieliśmy rozdawać karty. Już w 6. minucie Winiarczyk sprawdził Matloka uderzeniem z ostrego kąta, a dwie minuty później mogliśmy cieszyć się z prowadzenia. Mikołaj Borowiec popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem, którym otworzył Żylskiemu drogę do bramki. Nasz napastnik zachował zimną krew, dostrzegł wysuniętego golkipera i efektownym lobem posłał piłkę do siatki.
Nie zwalnialiśmy tempa. W 11. minucie Jakubowski dograł do Żylskiego, ale jego strzał minął słupek. W kolejnych fragmentach nadal szukaliśmy podwyższenia prowadzenia. W 27. minucie ponownie zagroziliśmy bramce gości. Po podaniu Winiarczyka Żylski oddał strzał, który Matlok sparował do boku. Do dobitki próbował dojść Kocur, ale zabrakło mu ułamka sekundy. Chwilę później z dystansu uderzał Guzera, a następnie Orylski uruchomił Żylskiego, którego próba została zablokowana.
ŁTS również próbował odpowiadać, jednak nasza defensywa zachowywała czujność. W 26. minucie Pietrzak uderzył niecelnie z dystansu, a po jego indywidualnej akcji siedem minut później skutecznie interweniował Szymajda. Przed przerwą jeszcze Jonik sprawdził naszego bramkarza, ale i tym razem nie dał się zaskoczyć.
Gdy wydawało się, że do szatni zejdziemy z jednobramkową zaliczką, zadaliśmy jeszcze jeden cios. W 45. minucie Orylski precyzyjnie dośrodkował z rzutu rożnego, a Bartosz Borowiec wygrał walkę o piłkę w powietrzu i mocnym uderzeniem głową podwyższył wynik. Była to doskonała puenta pierwszej połowy, w której zdecydowanie częściej byliśmy przy piłce, kreowaliśmy sytuacje i narzucaliśmy przeciwnikom własny styl gry.
Po zmianie stron role na murawie nieco się odwróciły. Goście, zmuszeni niekorzystnym wynikiem, ruszyli do przodu i częściej utrzymywali się przy piłce. Musimy przyznać, że na początku drugiej połowy pozwoliliśmy im na zbyt wiele i daliśmy się zepchnąć do defensywy. Nie przełożyło się to jednak na konkretne zagrożenie pod naszą bramką. Graliśmy odpowiedzialnie, zachowaliśmy odpowiednią organizację i skutecznie rozbijaliśmy próby ŁTS-u. Rywalowi brakowało dokładności, cierpliwości oraz pomysłu na sforsowanie naszego bloku obronnego.
Nie zapomnieliśmy jednak o ofensywie. Najpierw minucie Orylski popędził lewą stroną boiska, po czym zagrał do Żylskiego, którego uderzenie minęło bramkę. W 66. minucie odpowiedział Jonik, próbując szczęścia strzałem z dystansu, ale piłka przeleciała obok słupka.
W końcówce spotkania zadbaliśmy jeszcze o efektowne przypieczętowanie zwycięstwa. W 85. minucie Kubik posłał piłkę w pole karne, a Gryglak znakomicie odnalazł się w powietrzu i strzałem głową ustalił wynik spotkania. Trzy trafienia, trzy punkty i kolejny powód do zadowolenia.
To zwycięstwo cieszy nie tylko ze względu na rozmiary, ale również sposób, w jaki je wywalczyliśmy. Pierwsza połowa była pokazem naszej dobrej dyspozycji, pomysłu na grę i skuteczności. Po przerwie potrafiliśmy przetrwać trudniejszy fragment, zachować koncentrację i dołożyć jeszcze jedno trafienie. Tak właśnie buduje się zespół, który wie, czego chce i konsekwentnie realizuje swoje założenia.
Trzecia wygrana z rzędu to nie przypadek. Czujemy, że nasza forma idzie w górę, na boisku coraz lepiej rozumiemy się z każdym kolejnym meczem, a dobra atmosfera w szatni przekłada się na to, co pokazujemy podczas spotkań. Oczywiście nie popadamy w samozadowolenie. Wiemy, ile jeszcze pracy przed nami i jak wiele może się wydarzyć.
Mamy swój cel, mamy drużynę i mamy apetyt na więcej. Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa, a każdy kolejny mecz jest dla nas następnym krokiem w kierunku tego, co założyliśmy sobie przed sezonem.
Concordia Knurów – ŁTS Łabędy 3:0 (2:0)
1:0 – Żylski 8′
2:0 – B. Borowiec 45′
3:0 – Gryglak 85′
Concordia: Szymajda – Winiarczyk, M. Borowiec, B. Borowiec, Jakubowski – Orylski (88′ Karavaiev), Latko (62′ Spórna), Guzera, Kaciuba (83′ Gryglak), Kocur (80′ Kubik) – Żylski.
Rezerwowi: Konopiński, Bociek, Nowak, Momot, Jankowski.
ŁTS: Matlok – Luchowski (46′ Góra), Gogolok, Pazdej (82′ Matula), Halama – Pietrzak (73′ Bielec), Materla, Kucza (46′ Ustymenko), Czauderna (46′ Konieczny), Piasny (64′ Kosmal) – Jonik (88′ Sas).
Rezerwowi: Ryszka, Chomiak, Matula.
Żółte kartki: Jakubowski, Guzera (Concordia) – Czauderna, Ustymenko (ŁTS).
