To nie był nasz dzień. Pojechaliśmy do Dąbrowy Górniczej z nastawieniem, by powalczyć o punkty i dać kibicom powód do radości, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zamiast kontrolować wydarzenia na boisku, sami napędzaliśmy rywala własnymi błędami.
Początek należał do nas. Dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, próbowaliśmy budować akcje, ale brakowało konkretów w polu karnym. I właśnie wtedy, gdy wydawało się, że mecz układa się pod nas, gospodarze wyprowadzili pierwszy cios. Dośrodkowanie trafiło wprost na nogę Jędrzejczyka, który z bliskiej odległości wykorzystał sytuację.
Chwilę później dołożyliśmy drugi „prezent”. Po stałym fragmencie gry kompletnie pogubiliśmy się w defensywie, a Kąkol najlepiej odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym i podwyższył prowadzenie.
Próbowaliśmy odpowiedzieć. Były próby dośrodkowań, strzał Żylskiego, akcje kombinacyjne, próba Kocura, ale brakowało wykończenia. Najlepsze okazje kończyły się niecelnymi uderzeniami lub minimalnie obok bramki. Z kolei gospodarze byli bezlitośni – jeszcze przed przerwą wykorzystali kolejną sytuację i zdobyli trzecią bramkę autorstwa Machalskiego, praktycznie zamykając mecz.
Po zmianie stron ruszyliśmy do przodu. To my częściej byliśmy przy piłce i spychaliśmy przeciwnika do defensywy. Próbowaliśmy uderzeń z dystansu, szukaliśmy swoich szans po stałych fragmentach, mieliśmy też sytuację „sam na sam” Żylskiego, której niestety nie wykorzystaliśmy. Mimo przewagi w posiadaniu piłki, brakowało konkretów i skuteczności.
Gospodarze natomiast czekali na swoje momenty i jeden z nich wykorzystali bezlitośnie. Po kolejnej akcji dobili nas czwartą bramką, którą zdobył Jędrzejczyk, przypieczętowując wysokie zwycięstwo.
Niestety, końcówka spotkania przyniosła również wydarzenia, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Jeden z „kibiców” gospodarzy zaatakował naszego fana, próbując go okraść z klubowego szalika. Doszło do szarpaniny, a sytuacja wymknęła się spod kontroli do tego stopnia, że sędzia musiał przerwać mecz. Jesteśmy oburzeni takim zachowaniem i jasno mówimy: to niedopuszczalne. Tym bardziej dziwi i rozczarowuje nas brak zdecydowanej reakcji służb ze strony gospodarzy. Stadion to miejsce rywalizacji sportowej, a nie agresji.
Wracamy z Dąbrowy Górniczej z wysoką porażką i dużym niedosytem. Tym razem nie tylko byliśmy słabsi, ale też sami ułatwiliśmy zadanie rywalowi. Takie mecze bolą podwójnie, ale muszą być dla nas lekcją na przyszłość.
Unia Dąbrowa Górnicza – Concordia Knurów 4:0 (3:0)
1:0 – Jędrzejczyk 23′
2:0 – Kąkol 26′
3:0 – Machalski 44′
4:0 – Jędrzejczyk 81′
Unia: Wałek – Krzykowski, Kąkol, Podstawa (56′ Gargula), Janus – Machalski (80′ Nowak), Obuchowski (46′ Stefaniak), Warzycki (68′ Madura), Mądry, Górka (69′ Chachurski) – Jędrzejczyk.
Rezerwowi: Orłowski, Hat.
Concordia: Szymajda – Stryczek, Nowak (77′ Ilnicki), Szewczyk (46′ Latko), Winiarczyk – Kocur, Jakubowski (87′ Dymnicki), Geisler (35′ Gryglak), Spórna (35′ Guzera, 70′ Bociek), Orylski (55′ Matuszek) – Żylski.
Rezerwowi: Konopiński, Mikulski.
Żółte kartki: Warzycki, Janus, Krzykowski, Machalski (Unia) – Nowak, Matuszek (Concordia).
Czerwona kartka: Ilnicki (89′ Concordia, za faul).
