Są takie zwycięstwa, które smakują wyjątkowo. Nie tylko ze względu na zdobyte punkty, ale przede wszystkim na sposób, w jaki zostają wywalczone. W sobotnim starciu z Tarnowiczanką Stare Tarnowice pokazaliśmy, że Concordia to drużyna, która potrafi grać w piłkę, walczyć o każdy metr boiska i wzajemnie się wspierać. Pokonaliśmy lidera, odnosząc drugie zwycięstwo z rzędu i wysyłając kolejny sygnał, że wracamy na właściwe tory!
Do spotkania przystępowaliśmy ze świadomością, że czeka nas wymagające zadanie. Tarnowiczanka, rewelacyjny beniaminek, przed pierwszym gwizdkiem zajmowała pozycję lidera. Na szczycie tabeli nie znalazła się przypadkowo ani w prezencie od rywali. Wiedzieliśmy, że nie możemy jej zlekceważyć, a na boisku będziemy musieli potwierdzić swoją wartość. Mieliśmy jednak świadomość własnych atutów, piłkarskiej jakości i argumentów, które pozwalały nam myśleć o wywiezieniu z Tarnowskich Gór pełnej puli.
Od pierwszych minut staraliśmy się narzucić własne warunki, ale to Tarnowiczanka weszła lepiej w mecz. Gospodarze rozpoczęli od niecelnego uderzenia Piotra Choczaja z dystansu, ale z biegiem czasu coraz wyraźniej zaznaczaliśmy swoją obecność w ofensywie. Po stronie Concordii próbował Patryk Orylski, którego podkręcony strzał minął słupek. Był to jednak dopiero początek naszych ofensywnych poczynań.
W 17. minucie przeprowadziliśmy akcję, która otworzyła wynik spotkania. Kaciuba znakomicie uruchomił Żylskiego, a ten wykorzystał swoją szybkość, wyprzedził obrońcę i skierował piłkę do siatki. Takich okazji nie zwykł marnować – pewnym wykończeniem dał nam prowadzenie!
Nie zamierzaliśmy na tym poprzestawać. Kilka minut później Jakubowski posłał piłkę w pole karne, Żylski nie zdołał jej opanować, ale w odpowiednim miejscu znalazł się Kocur, który dopełnił formalności i podwyższył wynik. W krótkim odstępie czasu zadaliśmy rywalom dwa mocne ciosy, pokazując skuteczność i dobre przygotowanie do tego spotkania.
Tarnowiczanka próbowała odpowiedzieć, między innymi za sprawą uderzenia Podleszki z rzutu wolnego, jednak piłka minęła bramkę. Do przerwy kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń, a dwubramkowa zaliczka była konsekwencją dobrze zorganizowanej gry i konkretnych działań pod bramką przeciwnika.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat. Podleszka ponownie spróbował swoich sił ze stałego fragmentu gry, ale tym razem również nie znalazł drogi do bramki. W 55. minucie Ziemianek oddał groźny strzał, z którym pewnie poradził sobie Szymajda. Nasza defensywa musiała zachować czujność, bo lider nie zamierzał rezygnować z walki o korzystny rezultat.
Również mieliśmy swoje okazje, by definitywnie rozstrzygnąć losy spotkania. Guzera dobrze zagrał do Żylskiego, który uderzył tuż obok słupka. Chwilę później Orylski ponownie obsłużył naszego napastnika, ale ten, wypchnięty przez obrońcę, zdołał jedynie trafić w boczną siatkę. Swojej szansy szukał także sam Orylski, jednak jego uderzenie zatrzymał bramkarz gospodarzy.
Niewykorzystane sytuacje sprawiły, że końcówka spotkania dostarczyła dodatkowych emocji. W 77. minucie, po zamieszaniu w naszym polu karnym, Ziemianek dopadł do piłki i zdobył bramkę kontaktową. Gospodarze poczuli, że mogą jeszcze powalczyć o korzystny wynik, a przed nami było kilkanaście minut wymagającej próby charakteru.
Nie zamierzaliśmy jednak oddawać tego, na co tak ciężko pracowaliśmy przez całe spotkanie. Zachowaliśmy koncentrację, szukaliśmy kolejnych okazji i nie cofnęliśmy się wyłącznie do obrony korzystnego rezultatu. Żylski ponownie sprawdził czujność golkipera Tarnowiczanki, a Orylski niewiele później posłał piłkę obok słupka.
Decydujący cios zadaliśmy na minutę przed końcem meczu. Spórna zagrał do Żylskiego, który posłał piłkę wzdłuż pola karnego. Gryglak nie zdołał jej sięgnąć, ale za akcją podążał Kocur. Nasz zawodnik znalazł się tam, gdzie powinien być i po raz drugi wpisał się na listę strzelców! To oznaczało, że komplet punktów pojedzie do Knurowa!
To zwycięstwo ma swoją wymowę. Nie chodzi wyłącznie o trzy zdobyte bramki czy pokonanie zespołu, który przed spotkaniem przewodził ligowej stawce. Najbardziej cieszy nas obraz drużyny, którą zobaczyliśmy na boisku. Dobrze funkcjonowaliśmy w ofensywie, odpowiedzialnie pracowaliśmy w defensywie, a w środku pola nie brakowało walki, zaangażowania i piłkarskiej jakości. Oczywiście na listę strzelców wpisują się konkretne nazwiska, ale za tym wynikiem stoi praca całego zespołu. Nie indywidualności, lecz drużyna. Jeden walczył za drugiego, każdy dołożył swoją cegiełkę, a wspólny wysiłek przyniósł wymierny efekt.
Można powiedzieć, że mogliśmy zamknąć ten mecz znacznie wcześniej. Stworzyliśmy sobie więcej sytuacji, mieliśmy okazje na kolejne trafienia i przy lepszej skuteczności końcówka mogłaby wyglądać spokojniej. Piłka nożna bywa jednak nieprzewidywalna, a zwycięzców nikt nie sądzi. Najważniejsze, że w odpowiednim momencie potrafiliśmy postawić kropkę nad „i”.
Drugie zwycięstwo z rzędu to dla nas ważny sygnał. Pokazujemy, że wracamy na odpowiednią drogę, odzyskujemy pewność siebie i konsekwentnie realizujemy założenia. Nie zamierzamy jednak popadać w samozadowolenie. Wiemy, ile pracy jeszcze przed nami i jak wiele może się wydarzyć w tej lidze.
Tarnowiczanka Stare Tarnowice – Concordia Knurów 1:3 (0:2)
0:1 – Żylski 17′
0:2 – Kocur 24′
1:2 – Ziemianek 77′
1:3 – Kocur 89′
Tarnowiczanka: Wróbel – Kandziora, Kiszel, Warda (46′ K. Choczaj), Wałach – Ziemianek, P. Choczaj (59′ Korulak), Potocki (68′ Ziółko), Stypa (72′ Cherviak), Podleszka – Przewodnik.
Rezerwowi: Kulik, Fiała.
Concordia: Szymajda – Dymnicki, M. Borowiec, B. Borowiec, Jakubowski – Orylski, Latko, Guzera (60′ Spórna), Kaciuba (81′ Gryglak), Kocur – Żylski (90′ Momot).
Rezerwowi: Stawicki, Bociek, Szpiech, Matuszek, Jankowski, Polak.
Żółte kartki: Przewodnik, Wałach (Tarnowiczanka) – M. Borowiec, Dymnicki, Latko (Concordia).
