Po ostatnim meczu ligowym pozostał niedosyt, bo przy przebiegu spotkania remis smakował zdecydowanie bardziej jak porażka niż zdobyty punkt. Były sytuacje, była przewaga, były momenty, w których można było zamknąć mecz, ale zabrakło tego, co w piłce nożnej ostatecznie liczy się najbardziej – skuteczności. Kreujemy sporo okazji, potrafimy długo utrzymywać się przy piłce i dochodzić do sytuacji strzeleckich, ale samo stwarzanie zagrożenia nie wystarczy, jeśli piłka nie znajduje drogi do siatki.
Do tego dochodzi koncentracja w defensywie, bo ostatnie spotkanie pokazało bardzo wyraźnie, że czasami jeden błąd wystarczy, aby wysiłek włożony w kilkadziesiąt minut dobrej gry poszedł na marne. Właśnie na tych elementach skupiona była praca w minionym tygodniu – poprawie finalizacji, większej odpowiedzialności pod bramką rywala i koncentracji przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Teraz czas przełożyć to na ligowe boisko, bo przed nami wyjazdowe spotkanie z Unią Strzybnica.
Tym razem poprzeczka idzie w górę, bo czeka nas rywal, którego obecna pozycja w tabeli może być nieco myląca. Unia Strzybnica znajduje się tuż nad strefą spadkową, ale zdecydowanie nie jest zespołem, który można oceniać wyłącznie przez pryzmat miejsca zajmowanego w tabeli. Jeszcze kilka miesięcy temu drużyna z dzielnicy Tarnowskich Gór była o krok od awansu do II ligi śląskiej. Na trzy kolejki przed zakończeniem poprzedniego sezonu znajdowała się na pierwszym miejscu i miała wszystko w swoich rękach. Wydawało się, że upragniony awans jest naprawdę blisko, jednak wyjazdowa porażka z rezerwami Polonii Bytom całkowicie zmieniła sytuację w końcówce rozgrywek.
Start Sierakowice wykorzystał potknięcie Unii, wyprzedził ją w tabeli i ostatecznie to właśnie zespół z Sierakowic mógł świętować promocję. Co istotne, oba zespoły zakończyły sezon z identycznym dorobkiem punktowym i takim samym bilansem bezpośrednich spotkań. O awansie zdecydowała więc różnica bramek z całych rozgrywek. Tak niewiele dzieliło Unię od promocji do wyższej klasy rozgrywkowej.
Niepowodzenie w walce o awans przyniosło latem sporo zmian. Przede wszystkim zmienił się szkoleniowiec – drużynę objął Dawid Jarka, postać doskonale znana z ekstraklasowych boisk. Zmian nie zabrakło również w samej kadrze, dlatego obecna Unia jest zespołem nieco innym niż ten, który jeszcze niedawno walczył o najwyższe miejsce w tabeli. Nie oznacza to jednak, że straciła swoje atuty. Wręcz przeciwnie, bo wciąż jest tutaj sporo jakości, doświadczenia i kolektywu, a dodatkowo dochodzi sportowa złość po tym, jak poprzedni sezon wymknął się z rąk praktycznie na ostatniej prostej. Obecne miejsce Unii może więc dawać złudne poczucie, że czeka nas łatwiejsze zadanie. Nic bardziej mylnego. Na wyjeździe trzeba będzie być przygotowanym na mecz, w którym gospodarz zrobi wszystko, aby wykorzystać własne boisko i wrócić na właściwe tory.
Sama Strzybnica ma zresztą znacznie dłuższą historię niż wynikałoby to z obecnej nazwy klubu. Sportowe tradycje tej miejscowości sięgają 1924 roku, kiedy z inicjatywy Romana Sosinki i Henryka Cyngiera powstał Amatorski Klub Sportowy Strzybnica. Przez kolejne dekady klub był ważnym elementem lokalnego życia sportowego, a choć piłka nożna zawsze pozostawała najważniejszą dyscypliną, działalność obejmowała również wiele innych sekcji. W Strzybnicy uprawiano między innymi hokej na lodzie, szachy, tenis stołowy, lekkoatletykę, gimnastykę żeńską, hokej na trawie, judo czy kolarstwo. II wojna światowa przerwała działalność klubu, ale po jej zakończeniu sport w Strzybnicy został odbudowany, w dużej mierze dzięki zaangażowaniu Romana Sosinki.
W 1949 roku, dzięki pracy członków klubu i mieszkańców, powstał pierwszy powojenny obiekt sportowy, którego otwarcie uświetnił ówczesny Mistrz Polski – Ruch Chorzów. Co ciekawe, stadion znajdował się wtedy w zupełnie innym miejscu niż obecny obiekt, a jego teren obejmował rejon szkoły oraz pawilonów handlowych.
Na kolejne ważne wydarzenia nie trzeba było długo czekać. W 1957 roku klub wywalczył awans do Klasy A, a trzy lata później pojawiła się historyczna szansa na awans do III ligi. W 1960 roku Stal-Bet Strzybnica zmierzył się w barażowym dwumeczu z Ruchem Radzionków. Spotkanie rozgrywane w Strzybnicy przyciągnęło blisko pięć tysięcy kibiców, co do dziś pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych wydarzeń w historii miejscowego futbolu. Ostatecznie w dwumeczu lepsze okazały się „Cidry”, ale tamte spotkania pokazały, jak dużą rolę piłka nożna odgrywała w lokalnej społeczności. W tym samym okresie sukcesy odnosiły również inne sekcje, między innymi kolarze i szachiści, a klub słynął z pracy z młodzieżą. Jednym z wychowanków Strzybnicy był Franciszek Gołkowski, który później z powodzeniem występował między innymi w Pogoni Szczecin, Szombierkach Bytom i Śląsku Wrocław.
Kolejny ważny rozdział rozpoczął się w latach 80-tych, kiedy klub był związany z Zakładami Mechanicznymi „Zamet” w Strzybnicy. Wtedy przy ulicy Armii Krajowej powstał nowy, jak na tamte czasy bardzo nowoczesny kompleks sportowy. Dwa pełnowymiarowe boiska, bieżnia, zaplecze szatniowe, kuchnia, jadalnia, pokoje hotelowe, a nawet sauna sprawiały, że obiekt miał możliwości znacznie wykraczające poza potrzeby lokalnego klubu. Organizowano tutaj obozy sportowe dla młodzieżowych drużyn takich klubów jak Ruch Chorzów czy Górnik Zabrze, a odpowiednie warunki sprzyjały również rozwojowi własnej akademii i pracy z młodymi zawodnikami. Kolejne pokolenia wychowanków trafiały później do klubów z całego Śląska i Polski. Rozwój infrastruktury i szkolenia w końcu przyniósł również sukces pierwszej drużyny – w sezonie 1996/1997 seniorzy awansowali do Klasy Okręgowej, w której z powodzeniem występowali przez kolejne lata.
Historia klubu nie zawsze jednak układała się pomyślnie. W 2011 roku działalność została zakończona, ale był to jedynie koniec jednego rozdziału. Na przełomie 2011 i 2012 roku, dzięki inicjatywie osób związanych ze Strzybnicą oraz okolicznych mieszkańców, klub został reaktywowany jako Uczniowski Klub Sportowy „Unia” Strzybnica. Nowy podmiot przejął obiekt przy ulicy Armii Krajowej i rozpoczął budowanie kolejnej części historii. Dziś właśnie na tym stadionie prowadzone są treningi i rozgrywki piłkarskie, a także działalność sekcji piłki siatkowej. Ponad sto lat tradycji, kilka pokoleń zawodników i kibiców oraz liczne zmiany, które klub przeszedł na przestrzeni dekad, sprawiają, że Strzybnica pozostaje miejscem, w którym futbol ma swoje mocne korzenie.
Teraz do tej historii dopisany zostanie kolejny ligowy rozdział, a jego stawką będą trzy punkty. Po ostatnim remisie nie ma sensu rozpamiętywać straconej szansy – trzeba wyciągnąć wnioski i odpowiedzieć na boisku. Recepta jest dobrze znana: prowadzenie gry musi przełożyć się na konkrety, stworzone sytuacje trzeba zamieniać na bramki, a w defensywie nie można pozwolić sobie na chwile dekoncentracji. Ostatni mecz pokazał, że nawet duża przewaga może nie wystarczyć, jeśli brakuje skuteczności i jednocześnie popełnia się błąd, który przeciwnik potrafi wykorzystać. W Strzybnicy potrzebna będzie więc większa bezwzględność pod bramką i pełna odpowiedzialność w każdym fragmencie spotkania.
Remis w poprzedniej kolejce został odebrany jak porażka, dlatego teraz liczy się reakcja. Nie chodzi o wielkie deklaracje, ale o konkretne zachowanie na boisku – od pierwszej minuty, przez kolejne fazy meczu, aż po ostatni gwizdek. Trzeba wrócić do tego, co wcześniej dawało dobre wyniki: odważnej gry, kreowania sytuacji, wysokiej intensywności i odpowiedniej organizacji. Przede wszystkim jednak trzeba zacząć wykorzystywać okazje, bo w tej lidze nie zawsze dostaje się ich kilkanaście. Czasami jedna, dwie sytuacje decydują o wszystkim.
Przed nami więc wyjazd, który z pewnością nie będzie spacerem. Unia ma swoją historię, swoje ambicje i swoje powody, żeby walczyć o każdy metr boiska. Concordia ma natomiast swój cel i świadomość, że bez kolejnych zwycięstw będzie coraz trudniej go zrealizować. Dlatego w Strzybnicy potrzebne są nie tylko dobre fragmenty, ale pełne dziewięćdziesiąt minut konsekwencji. Złapać właściwy rytm, poprawić skuteczność, zachować koncentrację i wrócić do Knurowa z trzema punktami – właśnie o to będzie toczyć się gra.
