Następny mecz: Tarnowiczanka Stare Tarnowice vs Concordia Knurów
00d. 00godz. 00min. 00sek.
Watermark

MECZE

„Trzynastka” okazała się szczęśliwa dla jednych, pechowa dla innych

25 października 2026 Ariel Wojdowski

Trzynasta kolejka przyniosła sporo emocji, niespodziewanych zwrotów akcji i wyników, które mogą mieć znaczenie dla układu ligowej tabeli. Nie wszędzie górą byli faworyci, a kilka zespołów wysłało wyraźny sygnał, że końcówka rundy jesiennej może jeszcze sporo namieszać. Jedni złapali wiatr w żagle i coraz śmielej spoglądają w kierunku czołówki, inni znów musieli przełknąć gorycz rozczarowania. Nie zabrakło bramkowych festiwali, dramatycznych końcówek i spotkań, w których o końcowym rozstrzygnięciu decydowały detale. Swoje historie dopisały także derby, przypominając, że w lokalnych pojedynkach tabela nie zawsze ma decydujące znaczenie.

W tej kolejce były drużyny, które potwierdziły rosnącą formę, ale też takie, którym coraz mocniej zagląda w oczy widmo trudnej zimy. Niektóre serie zostały przedłużone, inne dobiegły końca, a walka o cenne punkty nabiera coraz większego znaczenia. Szczególnie interesująco wygląda sytuacja w górnych rejonach tabeli, gdzie nawet jeden mecz może zmienić układ sił i otworzyć drogę do awansu na ligowy szczyt. Nie wszyscy wykorzystali swoje okazje, a tam, gdzie wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte, piłka potrafiła napisać zupełnie inny scenariusz. Ambicja, skuteczność i walka do ostatniego gwizdka znów okazały się równie ważne jak przedmeczowe prognozy.

Na drugim biegunie znajdują się zespoły, dla których każdy kolejny weekend staje się próbą charakteru. Brak zwycięstw, uciekające punkty i coraz mniej czasu do zimowej przerwy sprawiają, że presja rośnie z każdą kolejką. Czy niektórym uda się jeszcze odwrócić niekorzystny trend, a inni utrzymają dobrą passę i włączą się do walki o najwyższe cele? Trzynasta seria spotkań nie przyniosła odpowiedzi na wszystkie pytania, ale pokazała, że w tej lidze nie ma miejsca na przedwczesne wyroki. Jesień powoli dobiega końca, lecz emocje wcale nie zamierzają opadać. Wręcz przeciwnie, przed kolejnymi meczami jest o czym dyskutować, a ligowa układanka wciąż pozostaje otwarta.

WYNIKI 13. KOLEJKI:

  • Burza Borowa Wieś – Walka Zabrze 6:2 (4:1)

Burza nie zamierza zwalniać tempa. W domowym spotkaniu rozbiła Walkę, odnosząc trzecie zwycięstwo z rzędu. Gospodarze coraz śmielej spoglądają w kierunku ścisłej czołówki, podczas gdy sytuacja zabrzan staje się coraz trudniejsza. Mecz od początku układał się po myśli gospodarzy. Już w 2. minucie Burza objęła prowadzenie, wykorzystując błąd defensywy gości. Nie minęło dziesięć minut, a piłkarze z Borowej Wsi trafili po raz drugi. Tym razem piłka wpadła do bramki po samobójczym trafieniu zawodnika Walki. Gospodarze nie zamierzali poprzestawać na dwubramkowej zaliczce. W pierwszej połowie jeszcze dwukrotnie znaleźli sposób na pokonanie bramkarza zabrzan, którzy odpowiedzieli tylko jednym trafieniem. Do przerwy Burza prowadziła różnicą trzech bramek i miała solidne podstawy, by myśleć o kolejnym komplecie punktów. Po zmianie stron obraz spotkania nie uległ większej zmianie. Burza dołożyła kolejne dwa gole, jeszcze mocniej podkreślając swoją przewagę. Walka zdołała odpowiedzieć trafieniem, ale nie miało ono większego wpływu na losy rywalizacji. Dla Burzy to kolejny udany rozdział w ostatnich tygodniach. Trzy zwycięstwa z rzędu pozwalają drużynie nabierać rozpędu i coraz poważniej myśleć o włączeniu się do walki w ścisłej czołówce tabeli. Zupełnie inne nastroje panują w obozie Walki. Zabrzanie zanotowali już dwunasty mecz z rzędu bez zwycięstwa i pozostają na ostatnim miejscu w ligowej stawce. Kolejna porażka nie poprawia ich położenia, a perspektywa wydostania się z dołka staje się coraz trudniejsza. Czas ucieka, a punktów wciąż brakuje.

  • Olimpia Boruszowice – Ruch II Radzionków 3:1 (1:1)

Olimpia podtrzymuje dobrą passę. W starciu z rezerwami Ruchu Radzionków gospodarze wygrali, dopisując do swojego dorobku niezwykle istotne punkty w kontekście ligowej tabeli. Dla zespołu z Boruszowic było to już szóste kolejne spotkanie bez porażki. „Cidry” musiały natomiast przełknąć gorycz przegranej po serii trzech zwycięstw z rzędu. Gospodarze od początku pokazali, że interesuje ich pełna pula. Już w 5. minucie Drabek znalazł drogę do bramki i dał Olimpii prowadzenie. Goście nie zamierzali jednak oddawać pola bez walki. Na kwadrans przed końcem pierwszej połowy doprowadzili do wyrównania, choć nie potrzebowali do tego własnego strzelca. Piłkę do swojej bramki skierował Wałek. Po zmianie stron długo utrzymywał się remis, a rozstrzygnięcie coraz bardziej się oddalało. Na dziesięć minut przed końcem Wałek ponownie znalazł się w centrum wydarzeń. Tym razem jednak zapisał się w protokole po właściwej stronie, trafiając do bramki gości i dając Olimpii prowadzenie. W ten sposób zrehabilitował się za niefortunne zagranie z pierwszej połowy. Radzionkowianie ruszyli do odpowiedzi, próbując jeszcze uratować punkt, ale końcówka przyniosła im kolejny cios. W doliczonym czasie gry Maksymilian Gruszczyński zdobył trzecią bramkę dla Olimpii, przypieczętowując zwycięstwo gospodarzy. Dla Olimpii to kolejny dowód na to, że zespół złapał właściwy rytm. Sześć meczów bez porażki to seria, która pozwala z optymizmem patrzeć na dalszą część rozgrywek. Rezerwy Ruchu przekonały się natomiast, że wcześniejsze sukcesy nie gwarantują kolejnych punktów. Po trzech wygranych z rzędu tym razem „Cidry” musiały uznać wyższość rywala.

  • Sparta Zabrze – Polonia II Bytom 0:0 (0:0)

Starcie Sparty z rezerwami Polonii miało spory ciężar gatunkowy. Goście przyjechali do Zabrza z szansą na objęcie fotela lidera, ale wrócili z jednym punktem. W hicie kolejki zabrakło bramek, choć powodów do emocji nie brakowało. Sparta przez ponad godzinę grała w osłabieniu, a po końcowym gwizdku gospodarze mieli sporo zastrzeżeń do pracy arbitra głównego. Początek spotkania nie przyniósł rozstrzygnięcia, a wraz z upływem czasu sytuacja Sparty stała się jeszcze trudniejsza. Po dwóch żółtych kartkach Pośpiech musiał opuścić boisko. Zabrzanie przez ponad sześćdziesiąt minut musieli szukać sposobu na zatrzymanie rywala, który miał przed sobą konkretną stawkę: zwycięstwo oznaczałoby awans na pierwsze miejsce w tabeli. Mimo liczebnej przewagi bytomianie nie zdołali jednak przechylić szali na swoją stronę. Sparta nie ograniczała się wyłącznie do obrony i również potrafiła stworzyć zagrożenie pod bramką przeciwnika. Oba zespoły miały swoje okazje, ale bramkarze nie dali się pokonać. Wynik bezmbramkowy utrzymał się do końcowego gwizdka. Po meczu najwięcej dyskusji wzbudziło sędziowanie. Gospodarze nie kryli niezadowolenia z decyzji arbitra głównego i bardzo ostro oceniali jego występ. Ich zdaniem to właśnie prowadzenie spotkania pozostawiło najwięcej wątpliwości. Jednocześnie znacznie lepiej ocenili pracę arbitrów asystentów, kierując swoje pretensje przede wszystkim do sędziego głównego. Dla Sparty remis w takich okolicznościach jest wynikiem, który można docenić. Grając przez większą część spotkania w osłabieniu, zabrzanie utrzymali czyste konto i odebrali punkty zespołowi walczącemu o ligowy szczyt. Rezerwy Polonii mają natomiast czego żałować. Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, ale zamiast awansu na fotel lidera pozostał niedosyt. Hit kolejki nie przyniósł goli, a walka o czołowe lokaty trwa dalej.

  • Orzeł Biały Brzeziny Śląskie – Sośnica Gliwice 4:1 (2:0)

Trzy mecze bez wygranej wystarczyły. Orzeł Biały w końcu przełamał niemoc i zrobił to w przekonującym stylu. Gospodarze pokonali Sośnicę Gliwice kontrolując przebieg spotkania i punktując rywala w najważniejszych momentach. Dla gliwiczan powodów do optymizmu wciąż brakuje, a końcówka rundy jesiennej zapowiada się wyjątkowo nerwowo. Orzeł Biały od początku pokazywał, że nie zamierza przedłużać serii bez zwycięstwa. W pierwszej połowie gospodarze dwukrotnie znaleźli drogę do bramki Sośnicy. Najpierw na listę strzelców wpisał się Miszuda, a później prowadzenie podwyższył Lazaj. Gliwiczanie nie potrafili znaleźć skutecznej odpowiedzi, a schodząc na przerwę, musieli odrabiać dwubramkową stratę. Po zmianie stron gospodarze nie zamierzali zdejmować nogi z gazu. Wraz z początkiem drugiej połowy na boisku pojawił się Jachna i potrzebował zaledwie minuty, by zaznaczyć swoją obecność. Jego trafienie było dla Sośnicy kolejnym ciosem, a dla Orła Białego sygnałem, że tego dnia wszystko układa się po jego myśli. Jachna nie powiedział jednak ostatniego słowa. Nie minęło dwadzieścia minut, a ponownie pokonał bramkarza gliwiczan, kompletując dublet i podwyższając wynik. Sośnica zdołała odpowiedzieć jedynie golem Buchowskiego, który ustalił rezultat spotkania. Dla Orła Białego to zwycięstwo może okazać się ważnym impulsem przed kolejnymi spotkaniami. Po trzech meczach bez wygranej zespół wrócił na właściwe tory, a cztery zdobyte bramki z pewnością poprawią nastroje w drużynie. W zupełnie innym położeniu znajduje się Sośnica. Gliwiczanie wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, a piłkarska jesień powoli dobiega końca. Każda kolejna kolejka przybliża ich do zimowej przerwy, ale nie rozwiązuje problemów. Jeśli sytuacja szybko się nie zmieni, przed zespołem z Gliwic może być wyjątkowo trudny okres.

  • Tempo Paniówki – Górnik Bobrowniki Śląskie 0:2 (0:1)

Zmiana na ławce trenerskiej przyniosła Górnikowi udany początek. Zespół prowadzony przez nowego szkoleniowca Adama Zbroszczyka wygrał na wyjeździe z Tempem Paniówki i przedłużył serię spotkań bez porażki do trzech. Gospodarze znaleźli się natomiast w coraz trudniejszym położeniu. Ich niemoc trwa już sześć kolejek, a dorobek zaledwie czterech punktów nie daje powodów do optymizmu. Spotkanie nie obfitowało w wielkie zwroty akcji. Górnik konsekwentnie realizował swój plan, a przewagę potwierdził zdobywanymi bramkami. Wynik otworzył Karol Banaś, dając gościom prowadzenie. Tempo musiało szukać sposobu na odrobienie strat, ale nie zdołało odwrócić losów rywalizacji.

Po przerwie Górnik przypieczętował zwycięstwo drugim trafieniem. Na listę strzelców wpisał się Piecuch, ustalając wynik. Goście mogli wracać do domu z kompletem punktów, a nowy trener rozpoczął pracę od rezultatu, który pozwala z większym spokojem patrzeć na kolejne spotkania. Dla Górnika to już trzeci mecz z rzędu bez porażki. W Paniówkach zespół zrobił swoje, nie pozwalając gospodarzom na zdobycie choćby punktu. Tempo pozostaje za to w poważnych tarapatach. Szósty kolejny mecz bez zwycięstwa, zaledwie cztery punkty na koncie i miejsce w strefie spadkowej tworzą obraz drużyny, która pilnie potrzebuje przełamania. Runda jesienna zbliża się do końca, a margines błędu dla zespołu z Paniówek jest coraz mniejszy. Jeśli Tempo chce uniknąć zimy spędzonej w wyjątkowo trudnym położeniu, musi jak najszybciej znaleźć sposób na zatrzymanie punktowej zapaści. Sam czas nie będzie działał na jego korzyść.

  • Carbo Gliwice – ŁTS Łabędy 2:3 (0:0)

Bezbramkowa pierwsza połowa nie zapowiadała takiego scenariusza. Po przerwie w derbach Gliwic padło aż pięć goli, prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, a ostatecznie triumfował ŁTS Łabędy, pokonując Carbo. Gospodarze mają czego żałować, bo byli blisko sprawienia niespodzianki, ale końcówka należała do wyżej notowanych rywali. Przez pierwsze 45 minut kibice nie doczekali się bramek. Prawdziwe emocje zaczęły się jednak po zmianie stron. W 61. minucie Raczyński dał prowadzenie ŁTS-owi, ale goście nie zdążyli długo nacieszyć się korzystnym wynikiem. Carbo odpowiedziało błyskawicznie. Najpierw Karolczyk doprowadził do wyrównania, a chwilę później Mucha wykorzystał rzut karny i gospodarze niespodziewanie prowadzili. W tym momencie sensacja była naprawdę blisko. Carbo postawiło trudne warunki wyżej notowanemu przeciwnikowi i mogło uwierzyć, że derby zakończą się dla niego wyjątkowo przyjemnie. ŁTS nie zamierzał jednak składać broni. Goście pokazali, że spotkanie trwa do ostatniego gwizdka, a kluczową rolę odegrał zawodnik wprowadzony z ławki rezerwowych. Materla pojawił się na boisku w drugiej połowie i dwukrotnie pokonał bramkarza Carbo. Jego trafienia odwróciły losy rywalizacji i zapewniły jego drużynie zwycięstwo. To właśnie skuteczność rezerwowego przesądziła o tym, że komplet punktów powędrował na konto ŁTS-u. Derby nie zawiodły. Były gole, zwroty akcji i końcówka, w której żadna ze stron nie mogła pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji. Carbo, mimo porażki, może wyciągnąć z tego spotkania pozytywne wnioski. Kibice gliwickiego zespołu docenili walkę swoich zawodników, podkreślając po meczu: „Z tej porażki można wyjść z podniesioną głową. Szacunek dla rywali, a dla naszych zawodników – czapki z głów za walkę!”. ŁTS dopisał natomiast do swojego dorobku drugie zwycięstwo z rzędu. W derbach musiał odrabiać straty, ale ostatecznie udowodnił, że potrafi walczyć do samego końca. Carbo pozostaje z niedosytem, bo przy takim przebiegu spotkania punkty były naprawdę w zasięgu ręki.

  • Unia Strzybnica – Tarnowiczanka Stare Tarnowice 3:3 (2:0)

Derby Tarnowskich Gór dostarczyły emocji, których nie oddaje sam wynik. Unia dwukrotnie budowała przewagę, prowadziła nawet dwoma golami. Mimo to nie zdołała pokonać Tarnowiczanki. Spotkanie zakończyło się remisem, a lider musiał mocno napracować się, by wywieźć ze Strzybnicy choć jeden punkt. Przed pierwszym gwizdkiem papierowym faworytem byli goście, którzy przewodzą ligowej stawce. Unia zajmuje natomiast miejsce w dolnych rejonach tabeli. Derby szybko przypomniały jednak, że w takich spotkaniach ligowa hierarchia często schodzi na dalszy plan. Gospodarze dobrze weszli w mecz i do przerwy wypracowali sobie dwubramkową zaliczkę. Wynik otworzył Rożek, a później piłka wpadła do bramki Tarnowiczanki po samobójczym trafieniu Karulaka. Unia miała powody do zadowolenia, ale po zmianie stron czekał ją zupełnie inny scenariusz. Tarnowiczanka potrzebowała zaledwie 120 sekund, by odrobić straty. Ziemianek dwukrotnie pokonał bramkarza Unii i błyskawicznie doprowadził do remisu. Dwubramkowa przewaga gospodarzy zniknęła, a derby zaczęły się właściwie od nowa. Unia nie zamierzała jednak oddawać punktów bez walki. Chwilę po wyrównaniu gości ponownie wyszła na prowadzenie, a na listę strzelców wpisał się Wójcik. Gospodarze znów byli blisko zwycięstwa, lecz Tarnowiczanka po raz kolejny znalazła sposób na odpowiedź. Sześć minut przed końcem meczu Podleszka zdobył bramkę na ustalając wynik spotkania. Dla Unii to remis, który pozostawia spory niedosyt. Gospodarze mieli swoje okazje, prowadzili różnicą dwóch bramek, a mimo to nie potrafili dowieźć zwycięstwa do końca. Tarnowiczanka może natomiast mówić o uratowanym punkcie, szczególnie po tym, jak znalazła się w trudnym położeniu. Derby potwierdziły, że w lokalnych pojedynkach nie warto kierować się wyłącznie tabelą. Lider przyjechał do Strzybnicy w roli faworyta, ale musiał odrabiać straty i dwukrotnie gonić wynik. Unia pokazała, że potrafi postawić się wyżej notowanemu rywalowi, choć po końcowym gwizdku mogła czuć, że zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki.

PAUZA: Silesia Miechowice

Wyślij Wiadomość

Adresat: ...