W piłce nożnej nie zawsze wygrywa ten, kto stworzy więcej, dłużej naciska i częściej jest pod bramką przeciwnika. Czasem o wszystkim decyduje jeden moment, jedna interwencja, jeden błąd albo kilka centymetrów, które dzielą piłkę od słupka i bramki. Dzisiejszy mecz z Carbo Gliwice był właśnie z gatunku tych spotkań, w których końcowy wynik nie oddaje w pełni tego, co działo się na boisku. Zremisowaliśmy, choć okazji do tego, aby wygrać, mieliśmy naprawdę dużo. I właśnie dlatego ten punkt zostawia po sobie zdecydowanie większy niedosyt niż zwykły remis.
Nie był to z naszej strony mecz idealny i nie będziemy tego ukrywać. Momentami brakowało nam płynności, dokładności i właściwych decyzji, a nasza gra nie zawsze wyglądała tak, jak chcielibyśmy ją oglądać. Były fragmenty, w których można było przymknąć jedno oko, a chwilami nawet oba. Jednocześnie mieliśmy coś, co w futbolu jest bezcenne. Potrafiliśmy regularnie dochodzić do sytuacji. Już w pierwszych minutach próbowaliśmy zagrozić bramce Carbo, a z czasem tych okazji było coraz więcej. Po rzucie wolnym Kaciuby, Momot został w ostatniej chwili uprzedzony przez obrońcę, po chwili ten sam zawodnik został zablokowany, a Kubik uderzył obok słupka. Goście odpowiedzieli próbami Włodarczyka i Jagieniaka, ale Szymajda zachował czujność i nie dał się zaskoczyć.
Im bliżej było przerwy, tym wyraźniej szukaliśmy swojej szansy na otwarcie wyniku. Jakubowski próbował uderzeniem nad bramką, Kaciuba sprawdził bramkarza z rzutu wolnego, a końcówka pierwszej połowy przyniosła prawdziwe oblężenie bramki Carbo. Orylski dwukrotnie próbował znaleźć drogę do siatki, a po jego podaniu Kaciuba huknął z dystansu. Luchowski zdołał jednak odbić piłkę. Chwilę później ponownie zatrzymał Orylskiego. Schodziliśmy do szatni bez gola, ale trudno było powiedzieć, że nie zapracowaliśmy na to, aby ten wynik wyglądał inaczej.
Po zmianie stron nie zamierzaliśmy odpuszczać. Spórna dograł do Guzery, który minimalnie chybił, a chwilę później sam „Loki” znalazł się w sytuacji, po której ręce same powędrowały do głowy, bo piłka zatrzymała się na słupku. Próbowaliśmy dalej – uderzał Spórna, nad bramką posłał piłkę Guzera, próbował Bartosz Borowiec, Kaciuba z rzutu wolnego był bardzo blisko, a Nowak głową minimalnie chybił. Sytuacji było wystarczająco dużo, aby prowadzić, ale futbol nie chciał nam dziś oddać tego, na co pracowaliśmy.
W końcu jednak cierpliwość przyniosła efekt. W 70. minucie Bartosz Borowiec posłał piłkę z głębi pola, obrońca Carbo popełnił błąd, a Łukasz Spórna znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien. „Loki” wykorzystał pomyłkę rywala i tym razem nie było już ratunku dla bramkarza gości. Po tylu wcześniejszych próbach wreszcie mieliśmy bramkę i wydawało się, że możemy postawić kropkę nad „i”.
Nie udało się. Dziesięć minut później Carbo otrzymało rzut karny po starciu Szymajdy z Kamińskim. Zdaniem sędziego nasz bramkarz dopuścił się przewinienia i wskazał na jedenasty metr, choć sam Szymajda był przekonany, że faulu nie było. Do piłki podszedł Mizgajski. Szymajda wyczuł jego intencje i rzucił się w dobrą stronę, ale tym razem zabrakło mu kilku centymetrów, aby zatrzymać uderzenie. Goście doprowadzili do wyrównania i wszystko zaczęło się od nowa.
W końcówce jeszcze raz pokazaliśmy, że interesuje nas tylko zwycięstwo. Po rzucie rożnym piłka odbijała się w polu karnym, Bartosz Borowiec trafił w słupek, Guzera uderzył prosto w bramkarza. Nowak chwilę później posłał piłkę tuż nad poprzeczką, Orylski ponownie sprawdził Luchowskiego, a w doliczonym czasie Borowiec i Jankowski również próbowali znaleźć sposób na bramkarza Carbo. Goście bronili się momentami rozpaczliwie, ale robili to skutecznie. Ostatni gwizdek oznaczał podział punktów.
Ten remis boli. Nie dlatego, że zagraliśmy wielki mecz, bo do takiego obrazu trochę nam dziś zabrakło, ale dlatego, że mimo słabszych fragmentów mieliśmy wystarczająco dużo argumentów, aby to spotkanie wygrać. Zabrakło skuteczności, zabrakło odrobiny szczęścia, a w najważniejszym momencie sami daliśmy rywalowi możliwość powrotu do gry. Carbo wykorzystało swoją szansę, my swoich wykorzystać nie potrafiliśmy.
Musimy ten remis wziąć na „klatę”. Bez szukania wymówek i bez rozpamiętywania tego, co już za nami. Piłka czasem wynagradza cierpliwość, a czasem brutalnie przypomina, że samo stworzenie sytuacji nie daje jeszcze trzech punktów. Dziś zabrakło nam właśnie tego ostatniego kroku. Nie zmienia to jednak faktu, że do samego końca walczyliśmy o zwycięstwo i nie przestaliśmy szukać kolejnej okazji.
Concordia Knurów – Carbo Gliwice 1:1 (0:0)
1:0 – Spórna 70′
1:1 – Mizgajski 80′ (karny)
Concordia: Szymajda – Jakubowski, Nowak, B. Borowiec, Kocur – Orylski, Spórna, Kaciuba, Gryglak (46′ Guzera), Kubik (84′ Jankowski) – Momot (65′ Karavaiev).
Rezerwowi: Konopiński, Bociek, Dymnicki, Winiarczyk, Mikulski, Polak.
Carbo: Luchowski – Magiera, Mazur, Parfieńczyk (65′ Dewucki), Piskorz – Jagieniak (62′ Karolczyk), Mizgajski, Kaznowski, Włodarczyk (77′ Świerczek) – K. Borowiec (75′ Mucha), Kamiński.
Rezerwowi: Wypych, Bieroński, Sindut.
Żółte kartki: Szymajda, Nowak (Concordia) – Piskorz (Carbo).
